czwartek, 24 września 2015

Rozdział 1 "Będziemy się smażyć na plaży w San Francisco"

Przewróciłam się na drugi bok cicho jęcząc. Na ślepo znalazłam telefon i wyłączyłam budzik. Ziewnęłam głośno i wyciągnęłam ręce do góry.
Dzisiaj zaczynają się wakacje, nareszcie!
Uradowana wstałam z łóżka i wbiegłam do łazienki. Wzięłam prysznic i dokładnie umyłam swoje włosy. Wychodząc z kabiny, owinęłam się w ręcznik i wróciłam do pokoju. Szybko zrzuciłam z siebie biały, puchowy materiał i ubrałam się w czystą bieliznę. Podeszłam do szafy i wybrałam z niej czarną skórzaną spódniczkę , białą koszulę, czarne zakolanówki i białe converse. Do torebki wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy i zeszłam na dół. 

-Dzień dobry! - zawołałam wchodząc do kuchni
-Cześć - mama pocałowała mnie w policzek
-Co na śniadanie? - spytałam siadając przy stole
-Tosty - oznajmiła stawiając talerz na stole
-Dla mnie też będzie? - spytał Aaron, całując moją mamę w szyję

Spojrzałam na nich z uśmiechem. Aaron to chłopak mojej mamy. Są razem od jakiś 7 miesięcy i szczerze mogę powiedzieć, że jest niesamowity. Kiedy moi rodzice się rozwiedli mama była kompletnie załamana. Rok po tym poznała Aarona i to było najlepsze co ją spotkało. Traktuje ją jak księżniczkę. Jest pomocny i miły. Bardzo go polubiłam i cieszę się, że mieszka z nami, ponieważ na nowo wprowadził radość do naszego domu. Czasami przyłapuję się na myśleniu, że też chciałabym mieć takiego chłopaka. Nigdy nie miałam szczęścia w miłości, ale moja starsza siostra powtarza, że mam dopiero 16 lat i mam jeszcze czas. Ona ma idealnego chłopaka, z którym jest już pięć lat. Mieszkają razem w Adelaide od dwóch lat. Toby dzwonił do mnie ostatnio z prośbą o spotkanie. Planuje oświadczyć się mojej siostrze i chciałby abym pomogła wybrać mu pierścionek, który by się jej spodobał.
Westchnęłam biorąc gryza tosta. Aaron usiadł obok mnie i poczochrał mnie po włosach.

-Nie powinnaś ich wysuszyć? - spytał wskazując na moje włosy, a ja szeroko otworzyłam oczy
-Jezu zapomniałam - wstałam gwałtownie z krzesła i pobiegłam na górę krzycząc "dziękuję"

Wbiegłam do łazienki i szybko zaczęłam suszyć swoje różowe włosy. Jęknęłam patrząc, że są idealnie proste. Tak, mam naturalnie proste włosy i jeszcze narzekam. Pewnie chcesz mnie zabić, ale zrozum... One zupełnie do mnie nie pasują. Spojrzałam na zegarek i zauważyłam, że za pięć minut muszę wychodzić jeśli nie chcę spóźnić się na metro. Rozczesałam szybko włosy i zbiegłam znów na dół. 

-Mamo skończę tosty jak wrócę, dobrze? - spytałam nie wchodząc nawet do kuchni
-Jasne, leć!
Wybiegłam z domu i szybkim krokiem skierowałam się na metro. Ledwie zdążyłam, więc kiedy znalazłam się w środku odetchnęłam. Wyjęłam z torby telefon i odczytałam sms od przyjaciółki.

Od: Nia ♥
Skarbieeeee, kiedy będziesz? Nudzę się tu.
Do: Nia ♥
5 minut, jeśli się nudzisz, to chodź w stronę przystanku :)
Od: Nia ♥
Okej :)

Schowałam urządzenie z powrotem i patrzyłam przez okno. Pogoda była dzisiaj taka piękna. Z resztą, kiedy tu była zła pogoda? Nie oszukujmy się, ale ostatnim czasem nad Nowym Jorkiem ciągle krążą szare chmury, którym towarzyszy wiatr, więc to bardzo miła odmiana. Kiedy wyszłam z pojazdu na przystanku zauważyłam moją przyjaciółkę, która jak zwykle ubrana była w czarne rurki, biały t-shirt, ale tym razem postanowiła dobrać do tego czarny kapelusz, aby wyglądać bardziej elegancko. Przytuliłam przyjaciółkę na przywitanie i razem skierowałyśmy się w stronę szkoły.

-Wyobraź sobie... Ostatni dzień szkoły, ostatni dzień pracy, a już pojutrze będziemy się smażyć na plaży w San Francisco - Nia rozmarzyła się, wzdychając głośno
-Nic nie mów - jęknęłam
-Kurde już zaczęli - powiedziała przyjaciółka, kiedy zobaczyła że nikogo nie ma

Szybko pobiegłyśmy do sali gimnastycznej. Dzięki Bogu drzwi były otwarte, więc mogłyśmy cicho usiąść w ostatnim rzędzie, nie zwracając na siebie zbytniej uwagi. Apel jak zwykle był nudny. Dyrektor mówił o bezpiecznych wakacjach, bla bla bla. Następnie zaczęli rozdawać świadectwa. Kiedy wyczytano moje imię, szybko wstałam i weszłam na scenę. Odebrałam dyplom od nauczyciela, uścisnęłam jego dłoń i przeszłam na drugą stronę stając obok Nii. 

***

Pchnęłam szklane drzwi i weszłam do środka. Weszłam na zaplecze, gdzie stała Nia. Szybko założyłam na siebie różowy fartuszek z niebieską plakietką, na której widniało moje imię. Związałam włosy w koczka i stanęłam za kasą. Spojrzałam na zegar i westchnęłam. Dzisiaj moja zmiana kończyła się o dziewiętnastej, co oznacza jeszcze 6 godzin pracy. 

-Dzień dobry - uśmiechnęłam się do klientki
-Dzień dobry. Poproszę małą kawę białą i... Co chcesz kochanie? - zwróciła się do małej dziewczynki, która podskoczyła z radością
-Chcę pączka!
-Dobrze. Są tu może pączki? - spytała, a ja skinęłam głową
-Oczywiście - uśmiechnęłam się - Z pudrem, lukrem, dżemem, czekoladą, toffi lub budyniem.
-Ja chcę z budyniem - powiedziała mamie, która skinęła głową
-I dwa pączki z budyniem.
-Na miejscu? - spytałam, a ona skinęła głową - To będą cztery dolary - powiedziałam, a kobieta wyjęła portfel
-Mamo zobacz - dziewczynka wskazała palcem na puszkę stojącą obok kasy - Mogę wrzucić? - spytała
-Jasne - kobieta podała jej pieniążek, a ona uradowana wrzuciła go do puszki.
-Dziękuję - uśmiechnęłam się do dziewczynki - Proszę usiąść do stolika, zaraz przyniosę zamówienie. Oh i twój cukierek.

Weszłam na zaplecze i powiedziałam Nii, aby zrobiła kawę. Kiedy zaniosłam zamówienie wróciłam za kasę i wzięłam do ręki puszkę z napisem "Dostaniesz cukierka, jak wrzucisz papierka." Otworzyłam ją i wysypałam wszystko na ladę. Zdziwiona odwróciłam się do Nii.

-Ile jest? - spytała podchodząc do mnie
-105 dolarów i 13 centów!
-O mój boże - powiedziała patrząc na mnie
-Ile jest w poprzednich puszkach? - spytałam zamykając słoik i stawiając go na miejsce
-Około 30 dolarów. Woho co się dzieje - zaśmiała się

Uśmiechnęłam się. Razem z Nią zbieramy wszystkie nasze napiwki na wyjazd do San Francisco. To był faktycznie genialny pomysł, ponieważ dzięki temu nie musimy aż tak bardzo naciągać rodziców na dodatkowe koszty. Westchnęłam widząc, że do środka wchodzą kolejni klienci. Co ich dzisiaj tak naszło?

***

-Zajdziemy tu? - spytałam wskazując na kolejny sklep z bielizną - Proooszę!
-Nie wierzę, że wiedziałaś o tym wyjeździe już miesiąc temu, a strój kąpielowy kupujesz dzień przed - przewróciła oczami, ostatecznie wchodząc do sklepu

Przeglądałam różne stroje, aż w końcu znalazłam jeden, który bardzo mi się podobał. Dół był cały czarny, a góra była koloru błękitnego z czarnymi wstawkami po bokach. Był dość mocno wycięty, przez co chciałam go odłożyć, ale ostatecznie... Halo! Mamy wakacje!
Nia oglądała bieliznę, więc powiedziałam jej że idę do przymierzalni. Szybko założyłam na siebie bikini i stwierdziłam, że nie jest takie złe. 

-I jak? - spytała wparowując mi do przymierzalni
-Nie wiem, ty oceń - wzruszyłam ramionami
-No mała, zajebiście - stwierdziła - Pasuje, w sensie nie spada, czy coś? - nawiązała do tego, że góra jest bez ramiączek
-Twierdzisz, że jestem płaska, czy coś? - parsknęłam śmiechem
-Skarbie masz większe cycki niż ja, więc zamknij się bo się obrażę - mruknęła, na co się zaśmiałam
-Dobra, biorę go - powiedziałam, a ona skinęła głową

Chodziłyśmy po sklepach jeszcze jakąś godzinę, po czym stwierdziłyśmy, że wrócimy już do domu. Muszę się jeszcze spakować, ponieważ wyjeżdżamy już jutro o 8 rano, a ja nie mam nic przygotowanego.
Zadzwoniłam po taksówkę i już po pięciu minutach byłam w domu. Weszłam do środka i zamknęłam drzwi.

-Jestem! - krzyknęłam, a mama od razu pojawiła się obok mnie
-Co kupiłaś? - spytała zaciekawiona
-Dwie pary bikini, jedne szorty i dwa t-shirty - wyjaśniłam, a ona skinęła głową - Lecę się pakować, okej?
-Tak, leć!

Wbiegłam na górę i westchnęłam. Weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Zmyłam makijaż, a włosy związałam w kucyk. Przebrałam się w piżamę i wróciłam do pokoju. Wyjęłam swoją walizkę spod łóżka i otworzyłam ją, kładąc obok szafy. Całkowite spakowanie się zajęło mi niecałe dwie godziny. Rzuciłam się na łóżko i zamknęłam oczy. W planie miałam tylko chwilę poleżeć i ogarnąć pokój, niestety moje zmęczenie wygrało i już po chwili zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz